1962 r. w Wołowie niedaleko Wrocławia doszło do największego w historii Polski napadu na bank. Zuchwały skok zorganizowali amatorzy, zwykli mieszkańcy miejscowości.
Pięcioosobowa grupa, współpracująca z kasjerem banku włamała się do skarbca przy pomocy zwykłych narzędzi ślusarskich i podnośnika samochodowego, którym zrobiła dziurę w stropie. Obezwładnili ochroniarza i uciekli z łupem. Ukradli w sumie rekordową kwotę ponad 12,5 mln złotych. Co na owe czasy przy średnich zarobkach rzędu 1680 zł, było fortuną. Odział Narodowego Banku Polskiego w Wołowie wypłacał pensje dla pracowników PGR-u, dlatego w sejfie znajdowało się mnóstwo gotówki. Skoku dokonali zwykli, szanowani, niekarani wcześniej mieszkańcy Wołowa, m.in. taksówkarz, rymarz, mechanik i elektryk.
Ich wyczyn szeroko komentowały media, skok wzbudził duże zainteresowanie, milicja dwoiła się i troiła, żeby złapać zuchwałych złodziei. Dlatego też dość szybko temat podchwycili filmowcy.
Film: Hazardziści, reż. Mieczysław Waśkowski (1975) – nieco zapomniany polski kryminał obyczajowy odsłaniający kulisy „Napadu 100-lecia”.
Solidne kino w starym, dobrym stylu.


Komentarze