Pomiń zawartość →

3 PAŹDZIERNIKA

1993 r. w Mogadiszu w Somalii wojska amerykańskie stoczyły spektakularną bitwę z bojownikami przywódcy klanowego Mohameda Farraha Aidida. Przeciwko amerykańskim komandosom stanęło niemal całe miasto. Zginęło 18 amerykańskich żołnierzy i nawet ok. 2000 somalijskich bojowników. To miał być spacerek. Po tym jak rebelianci dokonali masakry na żołnierzach pokojowych sił ONZ amerykańskie wojsko miało rozwiązać problem. Akcja zakładała błyskawiczne uderzenie i aresztowanie dowództwa klanu, który terroryzował Somalię i przejmował dostawy żywności dla głodującej ludności. Operacja szybko zamieniła się w piekło, a amerykańscy żołnierze na wiele godzin utknęli w mieście, ostrzeliwani niemal z każdej strony przez wroga. W pułapce były także tytułowe helikoptery Black Hawk. Zestrzelenie nowoczesnego śmigłowca przez słabo uzbrojonych rebeliantów, w filmie jest symbolem fiaska misji, symbolem tego jak ciężko, mimo przewagi uzbrojenia, nowoczesnej techniki, walczyć z bojownikami na ich gruncie. 78 żołnierzy odniosło rany, a 18 zginęło. Dane o stratach po stronie Somalijskiej są bardzo rozbieżne – różne źródła podają od kilkuset do nawet 2000 tysięcy ofiar. Akcję okrzyknięto porażką, mimo, że cele udało się zrealizować.

Jedna z najbardziej spektakularnych i kontrowersyjnych bitew lat 90. na świecie budziła zainteresowanie opinii publicznej i inspirowała twórców. Powstało kilka gier komputerowych, filmy dokumentalne i kilka książek. Na podstawie reportażu Marka Bowdena nakręcono właśnie …

Film: Helikopter w ogniu (Black Howk Down), reż. Ridley Scott (2001) – jeden z najlepszych wojennych filmów w historii kina, opowiada o autentycznych wydarzeniach i o Pyrrusowym zwycięstwie Amerykanów nad somalijskimi rebeliantami. Akcja pędząca niczym świszcząca kula, ogłuszające wybuchy piszczące w uszach, dudniący, przeszywający dźwięk obracających się łopat śmigła spadającego helikoptera, napięcie, strach przed czającym się za każdym rogiem wrogiem to wszystko sprawia, że oglądając ten film stajemy się jednym z oblężonych komandosów, niemal czujemy jak w oczach i między zębami wszechobecny pustynny piasek. To wszystko za sprawą doskonałej reżyserii, montażu, dźwięku i zdjęć Sławomira Idziaka (nominacja do Oscara). Jest też plejada gwiazd w obsadzie. Spod hełmów i brudu spoconych i zakrwawionych twarzy trudno rozpoznać postaci, a jeszcze trudniej się z nimi identyfikować, ponieważ są raczej słabo zarysowane, ale z pewnością film buduje mit „everyżołnierza amerykańskiego”, niezniszczalnego bohatera, którym każdy chciałby zostać. Mimo tej patetycznej propagandy, obecnej niemal w każdym amerykańskim filmie wojennym „Helikopter” ogląda się rewelacyjnie.

Postać Normana „Hoot” Hootena, autentycznego komandosa ze specjalnej jednostki Delta Force, którego zagrał Eric Bana – wyborna. Zwróćcie uwagę na scenę z noktowizorem, kiedy najwięksi twardziele ledwie wracają do bazy, a potem wracają w sam środek piekła, żeby ratować kolegów.

To jest właśnie kwintesencja amerykańskiego kina wojennego! Prawdziwi superbohaterowie nie tylko srebrnego ekranu! Dla takich smaczków warto obejrzeć ten film, nawet kilkukrotnie.

Opublikowano w Uncategorized

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *